Pies ogrodnika

Tak się wczoraj, a raczej już dzisiaj, gdy trochę otrzeźwiałam zaczęłam zastanawiać skąd u mnie wzięło się wczoraj to przedziwne uczucie. Zapytacie pewnie zaraz jakie… Mianowicie chodzi mi tu o zazdrość! Wczoraj zapoznałam moje przyjaciółki z pewnym panem A. Poszliśmy wszyscy razem na piwo. Ja, pomimo faktu, że brałam antybiotyk postanowiłam wlać w siebie dwa i pół piwa. Kasia troszkę po pijaku zdradziła mi, że mój kolega jej się nawet podoba. Jest ładny z twarzy (tak, tak właśnie to określiła) i całkiem sympatyczny. Spojrzałam na nią z naprawdę szczerym uśmiechem.
Później postanowiłyśmy odprowadzić mojego kumpla na autobus. Już nie wspomnę, że byłyśmy na tyle pijane, żeby pójść się załatwiać na torach i śpiewać piosenki w czasie drogi do autobusu. Pan A. pojechał sobie (odwiozłyśmy go dokładnie dwa przystanki dalej), a ja poszłam po psa. Moje przyjaciółki czekały na mnie na podwórku. Gdy wyszłam z psem ujrzałam jak Kaśka rozmawia przez telefon. Z kim? Z panem A.! Myślałam, że szlag mnie trafi. W jednym momencie miałam ochotę zabrać jej ten telefon i rzucić go przed siebie. Co we mnie wstąpiło? Jeśli mam być szczera to nie mam zielonego pojęcia! Przecież nic do niego nie czuję, nawet nie mogłabym z nim być, a tu taka… zazdrość!
- No przecież masz już jednego! Nie wystarczy ci? - powiedziała I., a ja doskonale wiedziałam, że ma rację, że rzeczywiście jeden mi wystarczy, bo tylko na nim mi zależy. A więc o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego kobiety muszą być zazdrosne o coś, o co nie powinny? To jak taki pies ogrodnika, nawet między przyjaciółkami. Czuję się podle.
Rzęsy

Dzisiaj podkradłam tacie aparat i zrobiłam takie zdjęcie. A właściwie to wczoraj sam kazał mi go wyjąć ze swojej skrytki, o której nie miałam jakiś czas temu zielonego pojęcia (choć przyznam szczerze, że podejrzwałam), ponieważ stary aparat moja siostra zostawiła u koleżanki a trzeba było zrobić kilka zdjęć mieszkania, które niestety idzie na sprzedaż, ponieważ niedługo będziemy się przeprowadzać.
Wczoraj byłam u Michała. Nie muszę chyba mówić jak było cudownie, bo wszyscy się tego domyślają. Jednak jak to często bywa w związkach strzeliłam mu focha. Dlaczego? A dlatego, że gdy mnie pieści wciąż opowiada mi o swoich byłych tudzież o umowie związanej z przyjaciółką, która mówi, że jeśli do dwudziestego piątego roku życia wciąż będzie prawiczkiem, a ona dziewicą to prześpią się razem. Nie podoba mi się ten pomysł ani trochę, a szczególnie wtedy, gdy leżymy razem nago (to znaczy ja jestem nago, on najczęściej jest tylko bez górnej części, co mnie często bardzo denerwuje, ale nie mam siły z nim walczyć o takie pierdoły jak ściągnięcie spodni), a on dotyka mnie po miejscach intymnych.
A w ogóle miałam sen, że całuję się z pewnym panem A. A najgorsze jest to, że ten sen nawiedził mnie już po raz drugi! I co jest jeszcze gorsze? Że wcale nie był to taki zły pocałunek. Jednak cieszę się, że na snach się tylko kończy, bo naprawdę nie chciałabym niczego więcej, ponieważ mam kogoś, na kim mi zależy, a skoki w obok (nawet w całowaniu!) to pretekst do wyrzutów sumienia, czego nienawidzę mieć!
Dentysta
Wiecie… Kiedyś, jak byłam bardzo małą dziewczynką (w gruncie rzeczy to wcale nie było tak dawno, bo mam dopiero dwadzieścia lat) to paniczne bałam się dentysty. Robiłam wszystko, żeby do stomatologa nie iść. W zasadzie wszystko przez szkolną panią stomatolog, która usilnie próbowała leczyć nam zęby. Po kilku latach straciła swoją posadę (ku mojej uciesze). Pamiętam jak ta pani bardzo mnie gnębiła a pielęgniarka trzymała za rączkę za każdym razem, gdy widziała moje wystraszone oczy i minę pełną przerażenia. Zawsze bardzo się bałam gdy do klasy, na lekcji wchodził dyżurny lub dyżurna sprzed pokoju nauczycielskiego, bo wiedziałam, że może poprosić między innymi mnie do dentysty. Gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi serce podchodziło mi do gardła i z drżącym wręcz ciałem słuchałam ich ogłoszenia.
A teraz jak jest? Teraz jest zupełnie inaczej. Wiadomo, że wiek robi swoje, inne myślenie, bardziej dorosłe, możnaby rzec, że nawet rozumowe! W każdym razie mój lęk przed denstystą zniknął aż do momentu poznania pana Przemka. Atrakcyjnego stomatologa, który prowadzi gabinet na moim osiedlu. Młody okularnik o błękitnych (a przynajmniej tak mi się wydaje) oczach. Podczas jakichkolwiek zabiegów bardzo często patrzę w jego oczy. Nie to, żeby były jakieś piękne czy mnie specjalnie zachwycały, ale z nich bardzo wiele można wyczytać. I tu akurat nie tylko ze ślepi pana Przemka, ale także z oczu innych dentystów. Bardzo ciekawie wygląda to skupienie, widzisz dokładnie każde drgnięcie powieki, poruszające się źrenice, jesteś w stanie nawet wyłapać każde mrugnięcie! Jednak on niestety nie jest w stanie wyłapać mojej atrakcyjności biorąc pod uwagę, że najczęściej przychodzę do niego spuchnięta i z tłustymi włosami, a jedyną częścią mojej twarzy, której się przygląda jest właśnie ta opuchlizna lub też zepsute zęby. Chociaż… Nie! Ostatnio spotkaliśmy się podczas wizyty u okulisty, był ze swoim synkiem, a ja z mamusią (mama pracuje na Klinikach, na okulistyce i gdy tylko dowiedziała się, że widzę lepiej z daleka niż z bliska natychmiast umówiła mnie na wizytę z panią doktor). Tak, pan Przemek jest żonaty i ma dziecko
Jutro spotykam się z Michałem. Ciekawe co powie jak zobaczy mnie w roli Mamy Muminka. Może wtedy ze mną zerwie i powie, że chyba jednak nie pociągam go fizycznie (jak już to jeden Michał powiedział). Szczerze mówiąc to teraz nie jestem pociągająca nawet dla żula spod budki z piwem, choć nie powiem… Z dnia na dzień opuchlizny jest coraz mniej!
Ostatnie komentarze