Pies ogrodnika

13kwi08

kisskiss

Tak się wczoraj, a raczej już dzisiaj, gdy trochę otrzeźwiałam zaczęłam zastanawiać skąd u mnie wzięło się wczoraj to przedziwne uczucie. Zapytacie pewnie zaraz jakie… Mianowicie chodzi mi tu o zazdrość! Wczoraj zapoznałam moje przyjaciółki z pewnym panem A. Poszliśmy wszyscy razem na piwo. Ja, pomimo faktu, że brałam antybiotyk postanowiłam wlać w siebie dwa i pół piwa. Kasia troszkę po pijaku zdradziła mi, że mój kolega jej się nawet podoba. Jest ładny z twarzy (tak, tak właśnie to określiła) i całkiem sympatyczny. Spojrzałam na nią z naprawdę szczerym uśmiechem.

Później postanowiłyśmy odprowadzić mojego kumpla na autobus. Już nie wspomnę, że byłyśmy na tyle pijane, żeby pójść się załatwiać na torach i śpiewać piosenki w czasie drogi do autobusu. Pan A. pojechał sobie (odwiozłyśmy go dokładnie dwa przystanki dalej), a ja poszłam po psa. Moje przyjaciółki czekały na mnie na podwórku. Gdy wyszłam z psem ujrzałam jak Kaśka rozmawia przez telefon. Z kim? Z panem A.! Myślałam, że szlag mnie trafi. W jednym momencie miałam ochotę zabrać jej ten telefon i rzucić go przed siebie. Co we mnie wstąpiło? Jeśli mam być szczera to nie mam zielonego pojęcia! Przecież nic do niego nie czuję, nawet nie mogłabym z nim być, a tu taka… zazdrość!

- No przecież masz już jednego! Nie wystarczy ci? – powiedziała I., a ja doskonale wiedziałam, że ma rację, że rzeczywiście jeden mi wystarczy, bo tylko na nim mi zależy. A więc o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego kobiety muszą być zazdrosne o coś, o co nie powinny? To jak taki pies ogrodnika, nawet między przyjaciółkami. Czuję się podle.



No Responses Yet to “Pies ogrodnika”  

  1. No Comments Yet

Leave a Reply